no i wróciliśmy :)
było baaardzo fajnie (polecam Kotki2 :P).
podróż cudo. nie było psa :)
Dilerski oczywiście opił się morskiej wody, wariat, myśli, że uda mu się fale złapać :P




później było bardziej leniwie. pies wymęczony do granic możliwości ;p

ja też byłam :P

udało nam się w końcu zobaczyć zachód słońca (w tamtym roku ciągle było chmury)

a tu już droga powrotna:

Psisko przez tydzień było wyjątkowo grzeczne. Pięknie chodził przy nodze w tłumie ludzi, cudo.
Nie brakowało oczywiście przewrażliwionych mamusiek, ciągnących swoje dzieci prawie w powietrzu, bo "omójbożejakipiesomójbożebezkagańca", to nic, że Dilerski miał gdzieś ludzi.
Spotkaliśmy też kilka miłośników bokserów, którzy tylko tarmosili za fafle i dali się obśliniać :)